Zakończenie sezonu 2017 w Czarnej Górze

W ubiegłą sobotę byłem na moim ostatnim rowerowym wyjeździe w tym sezonie. Wyciąg w Czarnej Górze kręcił ostatni raz przed sezonem zimowym.

Gdy zadzwonił pierwszy z moich trzech budzików, z automatu włączyłem drzemkę. Po drugim alarmie przypomniałem sobie, że przecież mam jechać na rower- włączyłem kolejną drzemkę. Dokładnie pięć minut później telefon zadzwonił po raz trzeci. Spojrzałem za okno- deszcz. Sprawdziłem szybko pogodę w Czarnej Górze- deszcz i pięć stopni. Po niecałych pięciu godzinach snu nadal chciało mi się spać. Trzeźwo oceniłem sytuację, że jeżeli nie pojadę na rower dzisiaj, to następny raz będzie dopiero za kilka miesięcy. Dopiero to zmotywowało mnie do wstania.Zakończenie sezonu 2017 w Czarnej Górze

Dojechałem na miejsce. Spodziewałem się tłumu rowerzystów, chociażby ze względu na promocję karnetów. Po przyjeździe na miejscówkę, szybko okazało się że prawdopodobnie będę musiał jeździć sam. Pogoda nie rozpieszczała- może to było powodem- ale tragedii nie było. Zakończenie sezonu 2017 w Czarnej GórzePoszedłem do kasy, po drodze na górnym parkingu spotkałem dwóch rowerzystów z Czech, tuż przed kasą kolejnych dwóch z Polski. Słabo. Będzie nas jedynie piątka. Nieco zmarznięty wszedłem do karczmy i kupiłem bilet. Pani w kasie nawet nie wiedziała, że jest jakaś promocja na karnety. Musiałem pokazać jej wydarzenie na Facebook’u. Chłopaki zrobili słabą reklamę wydarzenia- pomyślałem.Zakończenie sezonu 2017 w Czarnej Górze

Wróciłem do samochodu. Zamiast roweru wziąłem plecak z aparatem i wjechałem na górę. Wyciąg jeździ teraz co pół godziny, dlatego pomyślałem że jeszcze się najeżdżę. Jak to zwykle w Czarnej, na wyciągu było zimno. Jednak nowy wyciąg wyposażony został w kapuzę, którą od razu się zakryłem. Dobrze, że wziąłem zimową czapkę. Była bardzo gęsta mgła. Przyroda przypominała scenerie z niejednego filmu fantasy- było ślicznie.Zakończenie sezonu 2017 w Czarnej Górze

Po trasie płynęły strumyki, mimo to widziałem, że nie będzie brakowało przyczepności- płynąca woda jest lepsza od tej stojącej. Problemem będzie widoczność i zimno. Wykonałem trackwalka, chociaż tę trasę znam na pamięć. Zrobiłem to bardziej w celach krajoznawczych. Zakończenie sezonu 2017 w Czarnej GórzePodczas całego mojego zejścia, minęło mnie zaledwie trzech rowerzystów. Było zimno jak cholera. Pomimo cienkich rękawiczek ciężko było mi obsługiwać aparat ze względu na skostniałe dłonie. Zszedłem na dół.Zakończenie sezonu 2017 w Czarnej Górze

Na szczęście trochę się rozgrzałem tym spacerem. Na szybkie, drugie śniadanie zjadłem zimne pierogi ruskie. Zacząłem wypakowywać i składać rower. Ściągnąłem numerek startowy z wcześniejszych zawodów. Minęły ponad dwa tygodnie, ale byłem zbyt leniwy żeby zrobić to wcześniej. Złożony rower położyłem do góry nogami obok samochodu i zacząłem się ubierać. Mocno wiało. Usłyszałem huk i zorientowałem się, że rower upadł na samochód. Zdarza się. Podszedłem pod wyciąg i wjechałem na górę.Zakończenie sezonu 2017 w Czarnej Górze

Kapuza z wyciągu dobrze chroniła od wiatru. Wszystko oprócz stóp. Pomimo grubych skarpet było mi zimno. Zjechałem. Trasa była bardzo mokra, więc nie jechałem szybko. Ostatni wyjazd zawodów, więc nie chciałem się rozwalić. Rower był bardzo cichy- praktycznie bezszelestny- tak jak lubię. Bardzo mnie to ucieszyło. Z każdym kolejnym zjazdem było mi coraz zimniej w stopy i dłonie. Czułem, że nie wytrzymam jeszcze wiele zjazdów. Oprócz tego jeździłem zupełnie sam. Po kilku zjazdach zdecydowałem się na powrót. Tym sposobem zaliczyłem ostatni wyjazd w sezonie. Teraz muszę poczekać kilka miesięcy, zanim wrócę na trasy zjazdowe.Zakończenie sezonu 2017 w Czarnej Górze

 


Zapraszam do obejrzenia krótkiej relacji z wyjazdu na moim kanale Youtube, oraz do subskrybowania kanału! Wkrótce na blogu podsumowanie sezonu 2017.