Tarka, koszmar zjazdowca. Bert Freeride

Po moim pobycie w Bachledovej Dolinie, gdzie zarówno jeździłem, jak i budowałem trasy, miałem okazję poznać trasy z tych dwóch perspektyw- rowerzysty i budowniczego. Jako budowniczy, zacząłem zwracać uwagę na rzeczy, nad którymi jako rowerzysta się nie zastanawiałem. Tak właśnie pomyślałem, żeby je trochę opisać.

Co to są właściwie tarki? Są to dziury powstałe w wyniku hamowania wielu osób w tym samym momencie trasy. Najczęściej pojawiają się tam gdzie znajdują się bandy. Przed bandami, ale często też w ich środku (jest to najgorszy rodzaj tarek). Wyobraźmy sobie taką sytuację: jest sobie banda, przed którą mamy prostą drogę. Zarówno droga przed bandą, jak i sama banda są gładkie i równe. Wtedy pojawia się pierwszy rowerzysta, który przed samą bandą zaczyna hamować, tak, żeby bezpiecznie w nią wejść. Po nim na trasie pojawia się kolejnych dwóch rowerzystów, którzy tak jak ten pierwszy, zwalniają przed bandą. Opona pierwszego z rowerzystów mogła wyrwać drobny kawałek ziemi- w skutek hamowania. Rowerzysta drugi mógł powiększyć tę dziurę hamując dokładnie w tym samym miejscu, lub zrobić nową dziurę ciut dalej, lub bliżej od tej pierwszej. Rowerzysta trzeci, podobnie jak drugi, albo powiększa już powstałe dziury, albo robi nową. W ten sposób po przejechaniu kilku rowerzystów miejsce, które było gładkie, jest teraz całe podziurawione, zamienia się w tarkę. Dlatego na zawodach, na których jest sporo zawodników, niektóre elementy trasy potrafią się całkowicie zmienić. Bandy potrafią zamienić się w kupkę piasku, a na technicznych kamienistych odcinkach mogą powyłazić nowe kamienie.

Wracając do tarek. Z perspektywy rowerzysty jest to bardzo nieprzyjemne, ponieważ tarki są bardzo męczące. Przy dużej prędkości drgania spowodowane najechaniem na wiele dziur, jedna po drugiej potrafią być tak duże, że zaczynamy zastanawiać się czy jeszcze żyjemy . Jest to duży wysiłek zwłaszcza dla przedramion. Gdyby nie tarki, to większość tras na zawodach byłyby lekkie, łatwe i przyjemne. Według mnie to one są główną przyczyną bólu rąk podczas intensywnej jazdy.

Z perspektywy budowniczego jest to syzyfowa praca. Pozbędziesz się tarek, a one powrócą po przejechaniu kilku rowerzystów. Oczywiście trasy typowo downhillowe powinny być trudne i techniczne, dlatego budowniczy aż tak się z tarkami nie pieszczą. Sprawa wygląda inaczej przy trasach o niższym poziomie trudności. Najgorzej jest przy trasach rodzinnych, które powinny być gładkie niczym tafla wody, tak, żeby można je było przejechać nawet na Wigrach 3. Tam tarki to niekończąca się historia, z którą każdego dnia zmagają się budowniczy. Dlatego upewnij się, że nie hamowałeś w bandzie, zanim spojrzysz budowniczemu w oczy.

Tarki, koszmar zjazdowca. Bert Freeride

Tak wygląda banda świeżo po usunięciu tarek. Widać, że ziemia ma inny kolor w miejscu, w którym były tarki.

Jak wygląda sytuacja tarek za granicą? Kiedy dwa lata temu byłem w Austrii w Leogangu to zacząłem tęsknić za polskimi tareczkami. W tak dużym bike parku, jaki jest w Leogangu, nawet w tygodniu, jest tylu rowerzystów, że nikt nie nadąża, żeby tarki pomniejszać. Jedynie na wspomnianych wyżej, łatwiejszych trasach, obsługa bike parku stara się z nimi walczyć. Przez to na trasach typowo zjazdowych tarki są wielkością zbliżone do wielkiego krateru w Arizonie. Pierwszego dnia nie byłem w stanie zjechać trasą zjazdową więcej niż 3-4 razy, bo tamtejsze tarki były dla mnie tak męczące. Oczywiście podobnie było z innymi elementami. W sumie to wszystko tam było dwa razy większe, niż u nas, ale to inna historia. Podczas tych kilku dni zdążyłem się przyzwyczaić do standardu tamtejszych tras. Po powrocie do Polski, po tarkach, które parę tygodni wcześniej były dla mnie koszmarem, jechałem jak po płaskim, bez najmniejszego wysiłku. Dlatego uważam, że tarki są dobrym treningiem, więc jednak jakieś tam zalety mają.

Po spędzeniu wielu godzin na walce z tarkami staram się jeździć po trasach tak, żeby ich nie niszczyć. Wiadomo, nie da się pozostawić trasy w identycznym stanie, w jakim się ją zastało, ale niektórzy to przesadzają. Dlatego jako budowniczego, tarki nauczyły mnie, żeby jak najmniej hamować w bandach, a jako rowerzystę, że nie należy się ich bać, bo jest to bardzo dobry trening.


Źródło: fot. 1

 

  • Najwięcej tarek robi się od skidowania, tzn. blokowania koła przy hamowaniu. Rower wtedy zamiast się toczyć, zaczyna lekko podskakiwać – wystarczy jedna nierówność, żeby podbić koło, a potem jest już efekt domina. Stąd regularny kształt klasycznych tarek.

    Dlatego warto napisać głośno i wyraźnie: na przygotowanych trasach, zwłaszcza flow-trailach (czy „trasach familijnych”), nigdy nie blokujemy koła przy hamowaniu! SKIDS ARE FOR KIDS!

    • Na myśli miałem dokładnie to samo, ale nie użyłem tego określenia. To właśnie skidowanie powoduje nieprzyjemne wibracje całego roweru i ciała. Paradoksalnie zazwyczaj najwięcej tarek jest właśnie na trasach rodzinnych, o czym przekonałem się chociażby w Bachledovej Dolinie 🙂