Jak polubić jazdę w deszczu? Bert Freeride

Jazda w deszczu, lub po mokrym, przez bardzo długi czas była dla mnie nie do zniesienia. Zazwyczaj wstawałem bardzo wcześnie, żeby pojeździć na rowerze jak najdłużej, często były to wczesne godziny poranne typu 4:30. Wsiadałem w samochód i jechałem. Kiedy widziałem, że prognozy pogodowe się nie sprawdzają to zazwyczaj miałem ochotę zawrócić i wskoczyć do miękkiego łóżka.

Nieoczekiwanie, ta sytuacja zmieniła się w poprzednim sezonie kiedy nagrywałem film prezentujący trasę ostatniej edycji Pucharu Polski w Czarnej Górze.

Na nagraniu widać, że trasa nie była idealnie sucha, ale i tak warunki były bardzo dobre. Jakieś 20 minut po nagraniu filmu pogoda zmieniła się, zaczął padać deszcz. Pech chciał, że byłem już na wyciągu i nie miałem możliwości szybkiego powrotu da samochodu. Kto był w Czarnej Górze, ten wie, że wyciąg jedzie tam przynajmniej 20 minut. Zanim dojechałem na górę, zdążyłem już trochę zmarznąć i zmoknąć. Dlatego postanowiłem szybko zjechać na dół, zapakować się i wrócić do domu. Warunki na trasie były trudne- zdążyły porobić się już kałuże, wszędzie było błoto, a deszcz nieprzerwanie padał. Nie nastawiałem się na deszcz, dlatego nie miałem zamontowanych żadnych błotników w moim rowerze. Z tego powodu co jakiś czas musiałem się zatrzymywać, żeby wyczyścić moje gogle. Zupełnie się tego nie spodziewałem, ale ten zjazd sprawiał mi ogromną radość i trasę zjeżdżałem z uśmiechem na twarzy. Nie pamiętam, kiedy wcześniej bawiłem się tak dobrze jadąc na rowerze, ale chyba wtedy, gdy po raz pierwszy w życiu udało mi się poprawnie przejechać bandę. Po dojechaniu na dół byłem cały mokry i brudny, ale jechało mi się tak przyjemnie, że postanowiłem zjechać jeszcze kilka razy. W końcu musiałem już wracać, więc umyłem rower, zapakowałem się i pojechałem.

Po przeanalizowaniu tej sytuacji wiem co spowodowało to, że polubiłem jazdę w deszczu.

Zacznę od najbardziej oczywistego, czyli od dobrego ubrania. Ten punkt bardziej dotyczy jazdy w zimnie niż w deszczu, ale u nas niska temperatura prawie zawsze współgra z deszczem, więc musiałem o tym wspomnieć. Na pewno to znasz: jedziesz na wyciągu, nagle robi się zimno i zaczyna padać, a Ty na taką pogodę nie jesteś odpowiednio ubrany. Twoje plany co do zjazdu, który zaraz rozpoczniesz przestają mieć teraz znaczenie, bo w obecnej sytuacji powiedziałeś sobie „dobra, ja chcę tylko zjechać i być już na dole”. Podobną sytuacje miałem kiedyś na zawodach w Wierchomli. Zrobiło się tak zimno, że zawody przestały mnie kompletnie interesować, a ja chciałem się tylko ogrzać.

Najgorsze jest to marznięcie na wyciągu.

Jak już się zacznie zjeżdżać, to zimno tak nie doskwiera. Dlatego ważne jest, żeby na wjeździe nie ochłodzić się za bardzo. Ja ubieram odzież termiczną, na to normalny jersey i kurtkę typu soft shell- dla mnie jest to optymalne rozwiązanie, bo nie jest mi ani za zimno na wyciągu, ani za gorąco podczas zjazdu. Mam też trochę miejsca w zanadrzu, więc jakby zrobiło się naprawdę chłodno to spokojnie zmieściłbym na sobie jeszcze cienką bluzę albo polar. Drugą istotną dla mnie sprawą są dłonie. Gdy robi się chłodniej, podczas jazdy w normalnych rękawiczkach (moje są bardzo cienkie i przewiewne) moje palce wręcz zamarzają. Ostatnio, na treningach do ostatniego Pucharu Polski w minionym sezonie, z zimna zakres ruchów moich dłoni zmniejszył się na tyle, że musiałem się zatrzymać i jakoś paluchy rozgrzać (na treningach). Dlatego po tych zawodach postanowiłem się wyposażyć w nieco grubsze rękawiczki na zimne i deszczowe warunki.

Oprócz tego pamiętaj, że nie masz wpływu na pogodę, dlatego użalanie się naprawdę nie ma sensu.

Po prostu pogódź się z tym, że suchy i czysty na mecie nie będziesz.

Weź na zmianę ciepłe ciuchy i tyle. Jednak możesz zrobić kilka rzeczy, żeby zmoczyć się chociaż trochę mniej. Zamontowanie błotników w rowerze to dobry pomysł. Nie mówię tu o pełnych błotnikach jak w rowerze miejskim, a bardziej o chlapakach, które możesz zrobić samemu z kawałka plastiku. W krytycznych warunkach nawet z plastikowej butelki. Najskuteczniejsze są te montowane na przednie koło, naprawdę robią robotę. Są jeszcze tylne, ale ja nigdy takich nie stosowałem. W sieci możesz znaleźć różne szablony do wycięcia takiego błotniczka. Na przykład taki: Szablon do wycięcia błotnika. Podobne błotniczki są dostępne w wielu sklepach rowerowych, więc możesz je też po prostu kupić. Zamontowany na przednim kole, uchroni Cię od wylatującego błota prosto z pod koła.

Widoczność jest najważniejsza, dlatego możesz się też wyposażyć w zrywki i filmy. Zrywki są to cienkie kawałki folii, które są wycięte w taki sam kształt jak szybka. Gdy gogle się zabrudzą, po prostu zrywasz zrywkę i po problemie. Obecnie jest to standard- każde gogle są z nimi kompatybilne, czyli mają bolce, o które można zrywkę zaczepić. Zrywki są najtańszym rozwiązaniem, cena jednej sztuki w zależności od producentów wynosi około 3 zł. Droższe rozwiązanie to system rolkowy. Działa to na zasadzie przesuwającego się filmu. Gdy szybka się zabrudzi wystarczy przestawić wajchę i zabrudzony „film” przesunie się, a na jego miejsce trafi czysty. Wadą tego systemu jest to, że film jest węższy niż cała szybka, dlatego oczyszcza nam pasek o wysokości paru centymetrów. Zaletą jest to, że można go używać do około 30 razy. Ceny zestawów rolkowych wahają się od 130 do 180zł. Niektórzy rowerzyści w deszczowych warunkach postanawiają jeździć bez gogli. Ja tego nie polecam, bo gogle to przede wszystkim ochrona oczu. Są też i tacy, którzy wyciągają z gogli szybkę i jeżdżą w samych ramkach, ale nie wydaje mi się, żeby było to skuteczne- ja przynajmniej nigdy tak nie jeździłem.

Kiedy zadbasz już o siebie i o rower to jest jeszcze jedna rzecz, dla której warto jest jeździć po mokrej trasie. Mokra trasa jest o wiele trudniejsza niż ta sucha. Dlatego, żeby po niej jeździć musisz się bardziej namęczyć. Dzięki temu robisz większy postęp niż robiłbyś w suchych warunkach (na ogół). W momencie kiedy po jeżdżeniu na mokrym zaczniesz jeździć na suchym, zaczniesz jeździsz szybciej. Dlatego, że na suchym rower złapie pełną przyczepność. Nagle na odcinkach, na których uciekały Ci koła będziesz mógł robić z rowerem co chcesz. Niektórzy mówią, że jeden dzień na mokrym to jak dwa dni na suchym.

Jak widać sposobów na ułatwienie sobie życia podczas deszczu jest wiele. Ja polubiłem taplanie w błotku dopiero niedawno i mam nadzieję, że tak już pozostanie. Mimo wszystko nadal bardziej wolę suche warunki, ale na pogodę nie mam wpływu, więc zawsze lepiej dobrze radzić sobie z deszczem.


Źródło fot.1

 

  • Szymon Krakowiak

    Hubert jak zwykle wyłapałeś perełkę ! Bardzo ciekawy artykuł, liczę na więcej ! DO ZOBACZENIA NIEDŁUGO ;**