Downhill to niezaprzeczalnie sport ekstremalny. Urazy zdarzają się często, wielu ludziom wydaje się, że rowerzyści zjazdowi to samobójcy. Postawa niektórych rowerzystów to potwierdza, ale ja postaram się udowodnić, że wcale tak nie jest. W tym wpisie odpowiem na pytanie czy Downhill jest bezpiecznym sportem. Będzie trochę filozofowania i garść porad.

Od pewnego czasu zauważyłem, że moje jeżdżenie stało się o wiele bezpieczniejsze. W poprzednim sezonie miałem może parę urazów, które nie były poważne. Kończyło się na lekkich obiciach, siniakach czy strupach. Gdyby porównać to do kilku sezonów wstecz, byłoby to nie do pomyślenia, bo wtedy prawie każdy wyjazd kończył się jakimś urazem. Nie były to jakieś poważne urazy, ale było ich sporo. Jedynie w 2012 miałem poważną glebę, która wyeliminowała mnie z jeżdżenia na dobre 3 tygodnie. Skutki tego upadku odczuwam do dziś, a minęło już trochę czasu.

Póki co ten sezon jest też spokojny, i oby tak zostało!

Jak się nie wywrócisz to się nie nauczysz. Te słowa zna każdy i są one prawdziwe, zwłaszcza w odniesieniu do zjazdów. Czy w takim razie nauczyłem się już jeździć? Myślę, że tak, doszedłem do pewnego poziomu, na którym mogę jeździć bardzo bezpiecznie. Dawniej z każdym wyjazdem uczyłem się bardzo wielu rzeczy. Z dnia na dzień czułem się szybszy. Teraz o progres muszę się bardziej starać, muszę robić nowe rzeczy, czy wybierać nowe linie. Oczywiście wciąż każdy wyjazd uczy mnie czegoś nowego, ale porównując to do początków, to przychodzi to znacznie wolniej. Jeżeli spędzę dzień w górach jeżdżąc „po prostu” to mój postęp będzie mniejszy niż gdy postawię sobie jakiś cel.

Przejdźmy do czynników powodujących wypadki. Według mnie są tylko dwie przyczyny wypadków: z winy rowerzysty i z losowych przypadków.

Wypadki z winy rowerzysty (czyli mnie, Ciebie i wszystkich). Moim zdaniem występują one gdy dopiero uczymy się jeździć, oraz gdy już potrafimy jeździć, ale chcemy jeździć szybciej, podejmujemy ryzyko. Gdyby nie zależało nam na robieniu postępu w jeździe to jeżdżąc na stałym poziomie byłoby to bezpieczne. Dlatego najwięcej wypadków doświadczamy na zawodach, bo chcemy zjechać jak najszybciej. Nie oznacza to wcale, że żeby jeździć bezpiecznie trzeba robić to wolno. Szybka i wolna jazda to pojęcie względne, ale nawet najszybsi rowerzyści mogliby jeździć bezwypadkowo gdyby się nie ścigali (dla przeciętnego rowerzysty taka prędkość byłaby śmiertelna, ale dla profesjonalisty zupełnie bezpieczna). Przeanalizujmy to na moim przykładzie.

Czy downhill jest bezpieczny? Bert Freeride Blog

Zdjęcie z zawodów Joy Ride w Kluszkowcach. Hopkę którą lecę na zdjęciu, poleciałem po raz pierwszy na zawodach. Nie doleciałem jej, ale podjąłem ryzyko i tym razem się to opłaciło

Gdy uczymy się jeździć. Wtedy upadki są najczęstsze. Nie do końca znamy swoje możliwości, czy możliwości roweru. Wszystkiego uczymy się i poznajemy na własnych błędach. Dokładnie tak było ze mną. Nie potrafiłem przewidzieć co stanie się gdy wjadę na jakiś kamień, albo przeskoczę jakiś korzeń. Byłem niepokorny (dziwnie to brzmi, ale to słowo pasuje mi tu najlepiej) i jechałem szybciej niż byłem w stanie jechać. Przez to jeździłem w sposób niekontrolowany co zwiększało prawdopodobieństwo losowych wypadków.

Inaczej wygląda to u ludzi, którzy trenują pod okiem kogoś doświadczonego. Można dzięki temu uniknąć wielu wypadków.

Czy downhill jest niebezpieczny? Bert Freeeride Blog

Przez lata wiele się zmieniło. Na początku byłem niedoświadczony i niewiele wiedziałem o tym sporcie, dlatego upadałem często. Teraz znam swoje możliwości, mam świetny sprzęt dzięki czemu upadki są rzadsze

Gdy już nauczyłem się jeździć (czyli teraz). Upadam rzadko, bo wiem na co mogę sobie pozwolić. Znam też mój rower i potrafię wybierać różne linie trasy. Nie jeżdżę szybciej niż jestem w stanie pojechać, a jeżeli już tak jadę to nie przesadzam z tym. W zasadzie przy niezmiennych warunkach i bez innych czynników, nie wywaliłbym się nigdy ( przypominam, że nie musi to oznaczać jazdy 2km/h). Jednak tak nie jest bo ja chcę jeździć szybciej, robić progres. Dlatego, żeby to osiągnąć muszę zrobić coś, co jest dla mnie ponad normę.  Innymi słowy podejmuję ryzyko. Robiąc to zwiększam prawdopodobieństwo wystąpienia wypadku losowego. Przez to, że zdecydowałem się zaryzykować, jest to moja wina, gdy z przyczyn losowych upadnę.

Na przykład nieznajomość trasy czy stan techniczny roweru- bezdyskusyjnie jest to nasze zaniedbanie.

Przejdźmy do losowych wypadków. W zasadzie można pod to podpiąć prawie wszystko, ale ogólnie chodzi mi tutaj o: trudne warunki pogodowe (możemy sobie sprawdzić prognozę pogody, ale nie zmienimy jej), uszkodzenia roweru na trasie (zdarzają się w nawet najlepiej przygotowanych rowerach), inne osoby stojące na trasie, lub przez nią przechodzące (w niektórych krajach zamiast ludzi mogą to być niedźwiedzie patrz Kanada). Nie mamy na to wpływu i nie ważne jak, gdzie i na czym jeździmy, może się to wydarzyć zawsze. Tak jakoś wyszło, że w downhillu takie wypadki są dosyć częste i chyba przez to ten sport uważany jest za tak niebezpieczny.

To by było na tyle w mojej teorii upadków.  Są przypadki, które można jednoznacznie dopasować do pierwszej lub drugiej grupy. Chociaż w większości są to wydarzenia mieszane, w których nasz błąd tylko pomógł przypadkowi losowemu. Niektórzy mają więcej szczęścia niż rozumu, niektórzy na odwrót, wiele zależy od nas samych, ale na pewno da się jeździć bezpiecznie.

Pro porady jak zwiększyć bezpieczeństwo.

  • Zawsze rozgrzewaj się przed jeżdżeniem.
  • Nie jedź bez znajomości trasy.
  • Sprawdź stan techniczny roweru. Przede wszystkim zaciski hamulców, stery, amortyzatory i wszystkie wahacze i mocowania dampera, jeżeli jeździsz na fullu. Trwa to maksymalnie pięć minut, a może uratować zjazd.
  • Obetnij paznokcie u rąk, bardzo krótko. Dzięki temu podczas upadku na dłonie nie złamiesz, albo wyrwiesz sobie paznokcia. Nawet jeżdżąc w rękawiczkach może się tak zdarzyć. Jest to niby drobna sprawa, ale złamany, czy wyrwany paznokieć skutecznie eliminuje dalsze jeżdżenie na długi czas, a do tego bardzo boli.
Chciałem pokazać, że downhill wcale nie musi być taki niebezpieczny jeżeli przestrzegamy pewnych zasad i mierzymy siły na zamiary. Może przypomina to trochę „gdybanie”, ale teoria ta sprawdza się w praktyce. Śmiało mogę powiedzieć, że jeżeli nie szalejemy to downhill może być tak samo (nie)bezpieczny jak na przykład piłka nożna.

Przeczytaj też mój post o mitach na temat downhillu: klik!

Na koniec zagadka: co spowodowało moją glebę na tym filmie?




Dziękuję fotografom za zdjęcia z zawodów. Nie znam autorów dlatego nikogo nie podpisałem.

  • Jasiek Kos

    Gleba była spowodowana poprzez źle ustawiony damper i możliwe, że źle się wybiłeś przy takim ustawianiu (?)

    • Blisko :). Jechałem na uszkodzonym amortyzatorze z przodu. Nie działało odbicie, dlatego rower mnie wykatapultował. Zależało mi na tym nagraniu, więc pojechałem pomimo braku regulacji.