City Downhill Tour Kłodzko 2015, Bert Freeride

Odkąd zacząłem uprawiać downhill spotkałem się z kilkoma mitami na jego temat. Uznałem, że czas wyjaśnić niektóre kwestie wynikające z niewiedzy osób, które nie wiedzą o czym mówią. Często, gdy mówię ludziom, że jeżdżę na rowerze zjazdowym, to w odpowiedzi, słyszę coś takiego:

Skoro zjeżdżasz z górki, to pewnie wcale się nie męczysz. Bzdura, prawdopodobnie tak by było, jakbyśmy zjeżdżali po idealnie gładkim asfalcie, wtedy zjazd byłby lekki i łatwy. Moglibyśmy siedzieć na siodełku i podziwiać widoki. A tymczasem podczas tych trzech minut, bo średnio tyle trwa zjazd w Polsce, pracuje prawie każdy mięsień w naszym ciele. Używamy przede wszystkim nóg i rąk. Podczas jeżdżenia po nierównym i trudnym terenie musimy balansować rowerem, co wiąże się z nieustannym uginaniem i prostowaniem rąk. W uproszczeniu, można by to porównać do jednoczesnego robienia pompek i przysiadów przez parę minut. Oprócz tego w niektórych momentach utrzymanie kierownicy wymaga sporego wysiłku, zwłaszcza przy dużej prędkości na nierównym terenie. Ponadto w wielu momentach musimy wyskakiwać, podciągać rower, albo przeciwnie, tłumić jakąś przeszkodę. Od samych drgań, po pewnym czasie, nasze dłonie potrafią nas boleć i w takiej sytuacji utrzymanie kierownicy potrafi być trudne, co jest główną przyczyną, która zmusza nas do odpoczynku na trasie i zjeżdżania nie „na raz”. Na siodełku siadamy tylko w sytuacjach, w których możemy sobie na to pozwolić, czyli tylko na łatwiejszych i gładszych odcinkach trasy- zazwyczaj są to dojazdówki, typu polana, albo dłuższa prosta. Na zawodach robimy to gdzie tylko się da, żeby mieć jak najlepszy czas, co dodatkowo nas męczy. Trzeba też pamiętać, że w ciągu rowerowego dnia zjeżdżamy przynajmniej kilka razy, często raz za razem. Dlatego po całym dniu jazdy można być naprawdę zmęczonym. Dla niedowiarków film, na którym słychać mój przyspieszony oddech, który wskazuje na duży wysiłek

Wiadomo, że moje komentowanie przyczyniło się do tego, ale i bez tego na dole oddychałbym w podobny sposób.

Żeby jechać jak najszybciej wystarczy nie hamować. Wydaje się to bardzo logiczne, ale tak by było w sytuacji zjazdu po równym asfalcie w linii prostej. W praktyce- nie do końca tak jest. Oczywiście, ogólnie nie powinno hamować się dużo, ale w niektórych miejscach jest to nieuniknione. Dlatego nie chodzi tu o ilość hamowania, a o jego efektywność. Jest taka zasada, która niektórym może wydawać się nielogiczna-

Im lepiej hamujesz, tym szybciej jedziesz.

Jest ona jak najbardziej prawdziwa. Po prostu trzeba wiedzieć kiedy to robić. Najprostszym przykładem mogą być bandy. Dobrze przejechana banda da nam „darmową” prędkość przy wylocie. Ta przejechana gorzej nie rozpędzi nas, a w najgorszych przypadkach nawet spowolni. Dlatego tak ważne jest tutaj odpowiednie używanie hamulców- lepiej jest przyhamować tuż przed bandą i puścić hamulce w jej początku. Dzięki temu przejedziemy bandę bez hamowania i włączy nam się nitro. Najgorzej jest robić to na odwrót, czyli czekać z hamowaniem aż do samej bandy i hamować w jej środku, żeby z niej nie wypaść. Między innymi w ten sposób powstają tarki, o których ostatnio pisałem.

O mnie- Bert Freeride- Downhill Ruzomberok Słowacja

Wjazd na górę to dobry moment na odpoczynek.

Downhill to mało techniczny sport. Wystarczy nie hamować i jechać jak worek kartofli. Większej bzdury nie słyszałem… O hamowaniu pisałem wyżej, więc nie będę już o tym pisał. Śmiem twierdzić, że Downhill jest BARDZO technicznym sportem. Gdybyśmy jeździli jak te worki kartofli, to w wiadomościach zamiast o wypadkach drogowych, słyszelibyśmy o wypadkach rowerzystów górskich. Techniki wymaga na przykład wybór linii, jest to bardzo ważne i często przeważa na zawodach. Ta sama osoba, ten sam element, może pojechać na wiele sposobów i niektóre linie są o wiele szybsze niż pozostałe. Dlatego przed zawodami dobrze jest zrobić sobie tak zwanego track walka. Oprócz tego jazda przy różnych warunkach pogodowych, na przykład po mokrym, kiedy rower i przeszkody stają się nieprzewidywalne, też do łatwych nie należy. W wielu przypadkach dobór odpowiedniej prędkości jest bardzo trudny mówię tu o miejscach, których nie można ani przelecieć, ani nie dolecieć- trzeba to zrobić precyzyjnie z odpowiednią prędkością. Odpowiedniej techniki wymaga prawie każda przeszkoda na trasie, a nigdy nie ma dwóch takich samych elementów.

Skoro masz taki drogi rower to powinien sam jechać pod górę. Ceny rowerów zjazdowych zaczynają się od około 8 tysięcy złotych, a kończą na około 43 tysiącach złotych- fakt, to dużo za dużo. Trzeba jednak pamiętać, że rowery te zostały skonstruowane, żeby zjeżdżać, a nie wjeżdżać. Każdy element w takim rowerze zjazd ma ułatwiać, przede wszystkim geometria, podwójne zawieszenie i szeroka kierownica. Elementy te sprawiają, że wjazd staje się bardzo utrudniony. Dlatego najczęściej zamiast wjeżdżać, wprowadzamy rower na górę. A zjazdy zostawiamy tym na bardziej wjazdowych rowerach.

Wymienione przeze mnie mity są chyba najbardziej popularne i każdy zjazdowiec, prędzej, czy później, może się na nie natknąć. Mam nadzieję, że tym postem, nieco rozjaśniłem temat, a mity obaliłem w sposób rzeczowy i przekonujący.

  • Krystian

    Mega artykuł ! Polecam tym, którzy jeśli chodzi o downhill są zupełnie zieloni 😉

    • Dzięki 🙂 Chciałem trochę temat downhillu rozjaśnić i mam nadzieję, że się udało.